Napisali o nas
Łzy pod portretem wuja
Sentymentalna wizyta po latach. Gdy Guenter Boehm wszedł do sali poświęconej historii jego rodziny po prostu się rozpłakał. Potomek ostatniego prywatnego właściciela pałacu w Jedlince przyjechał zaledwie na kilka godzin. Nie spodziewał się, że w zrujnowanym od dziesiątek lat obiekcie zajdzie tak wiele pozytywnych zmian.
W pałacu otrzymali jedynie informację, że Guenter Boehm przyjedzie wraz z małżonką. Nie wiedzieli, o której godzinie i co będzie chciał obejrzeć. Skończyło się na 3-godzinnej wizycie pełnej wzruszeń. W programie zwiedzenia kompleksu "Riese", obiad, przede wszystkim jednak oglądanie samego zamku, Guenter Boehm widział go, co prawda już dwa razy, to była jednak pierwsza wizyta pocdczas której mógł przekonac się, że pałac w Jedlince odzyskuje dawny blask. Wcześniej odwiedzał sporych rozmiarów ruinę.
Nie zabrakłowzruszeń. Gdy wszedł do odnowionej sali, heraldycznej ze wzruszenia złapał się za serce. W następnej komnacie, która poświęcona jest Gustawowi Boehm emocje były tak duże, że się rozpłakał relacjonuje Łukasz Kazek - zastępca dyrektora Zespołu Pałacowo-Parkowego w Jedlince. Gustaw Boehm - stryj Guentera - był ostatnim. właścicielem pałacu, który w latach trzydziestych przeszedł pod zarząd niemieckiej organizacji NSV, która przygotowywała sanitarne zaplecze przyszłej wojny. Potem wprowadziła się tam ŚląskaWspólnota Przemysłowa, a od 1944 roku swoją siedzibę miała tutaj qrganizacjaTODT. Powojenne losy obiektu, tożsame są z losami setek podobnych pałacóww całej Polsce. Była tam, między innymi rolnicza spółdzielnia produkcyjna, przez kilkadziesiąt lat pałac popadł w kompletną ruinę.
Od kilku lat Jedlinka jest w prywatnych rękach. Nowy właściciel - tak naprawdę pierwszy prywatny po 70 latach - stara się przywrócić to miejsce do dawnej świetności. Docenił to Guenter Boehm, bratanek Gustawa, który po jego śmierci jako pierwszy z rodu odwiedził pałac. - Rodzina która była związana z pałacem rozjechała się po świecie, część jest w USA, część w Niemczech, a niektórzy jej członkowie mieszkają w dalekiej Namibii mówi Łukasz Kazek. Podczas wizyty w Jedlince powstał jednak pomysł by wszystkich .zaprosić na sierpień 2008 roku i zrobić tutaj wielki zjazd rodzinny.




